Cześć!
8 czerwca – 9 lipca. Okres mojej agonii spotterskiej. Aż dziw bierze, że przez miesiąc nie miałem okazji podskoczyć pod płot. Prawdę mówiąc, chyba te 3 tygodnie praktyk na Cargo nieco ostudziły moje zapały fotograficzne, a może i nawet zaspokoiły głód, który zwykle towarzyszył mi przy dłuższej niż kilkudniowa przerwie w pstrykaniu. Dodatkowym czynnikiem demotywującym była kosmicznie ubabrana matryca, która skutecznie sprowadzała mnie na ziemię. Przez to opuściłem Rusłana, dwie wizyty A330 Sagi, nie mówiąc już o kilkudziesięciu zapewne niecodziennych czarterach. Oraz oczywiście pierwszą wizytę A310 tureckiej Sagi. Co gorsza, nie czułem się z tym wcale źle – było mi to obojętne. Jednak ostatni piątek był dniem przełomowym. Postanowiłem skończyć z tym marazmem. Druga wizyta A310 Sagi wlała we mnie dodatkowej werwy do działania. Z rana przez ponad godzinę męczyłem matrycę, aż w końcu doprowadziłem ją do stanu używalności. Ba, niejeden zakład mógłby pozazdrościć staranności wykonania
Zebrałem manatki i ruszyłem.
Saga miała zaplanowany przylot na 16:20. Z domu wyszedłem tak późno, że nie było mowy o dotarciu na Paluch. Pozostało Cargo ze słońcem centralnie na twarz. ‘Trudno’ – pomyślałem. Jeśli chce mieć ją na przyziemieniu, to lepszy rydz… Dochodząc na górkę przy Cargo (była godzina 15:58) postanowiłem włączyć skaner. Częstotliwość na Tower. Akurat coś się zgłaszało – wbiłem się w środek komunikatu. Nie zrozumiałem cóż to takiego. ‘Zapewne jakiś LOT’ – pomyślałem po raz kolejny. Szybkie spojrzenie na zegarek – 20 minut do Sagi. Spokojnie wdrapałem się na górkę. W tej samej chwili na horyzoncie już było widać ‘landing lights’ owego Ktośka, który się zgłaszał. Korekcja ustawień w aparacie, szybka fota testowa w las, byłem gotowy na rozgrzewkę (kto wie, może po miesięcznej przerwie zapomniałem, jak się cyka foty
). Ktosiek zbliżył się na tyle, że widać było dokładnie jego sylwetkę. W tym momencie niemalże pękły mi szkła w okularach ze zdziwienia – leci Saga! Wycelowałem, ustrzeliłem, otarłem pot z czoła. Siadła 20 minut przed czasem! Przyznam szczerze i uczciwie, że to pierwszy przejaw szczęścia w spotterce, jaki doświadczyłem. Zwykle zapomniałem zabrać z domu karty, baterii, albo najzwyklej się spóźniałem, bądź wybrałem złą miejscówkę. Nie zabawiłem długo na Cargo, po A310 postanowiłem się zwinąć, bo za godzinę z hakiem miała odlot. A wiadomo, może wypuszczą ją wcześniej i mi na odlocie ucieknie…
Jako iż mamy 5-miesięczny remont 11/29, tylko 15/33 jest w użyciu. Toteż postanowiłem wybrać się na ‘komis’ cyknąć ją ładnie od dziobka. Dotarłem na miejsce koło godziny 17:00. Po chwili dobił do mnie Tomek Żyłowski z Jackiem (pozdrówki
). Koło 17:30 Saga wjechała na pas, dostała ‘clear for takeoff’ i z hukiem oraz niebywałą gracją odleciała, żegnana serią z naszych migawek. Chwilę jeszcze pogadaliśmy z chłopakami, w międzyczasie focąc naszego ‘grubaska’ do Nowego Jorku i zawinęliśmy się – każdy w swoją stronę.
Podsumowując, cieszę się, że w końcu wróciłem do starych kątów. Dzięki temu wypadowi chęci spotterskie wróciły i już 3 dni później byłem znowu pod płotem, ale o tym może w kolejnym wpisie
Fotki udane, czekając na Sagę troszkę poeksperymentowałem – wyszło co wyszło, sami oceńcie.
Pozdrawiam, Maciek.
Share on Facebook