Archive for the ‘Spotting – Maciek’ Category

Komis

piątek, Listopad 5th, 2010

7 października wybrałem się po dłuższej przerwie pod płot. Słoneczna bezchmurna pogoda, 15 w użyciu – mój wybór musiał paść na komis. Co do kadrów – nic nadzwyczajnego. Poza ciekawym zwrotem Pipera nad komisem jedynymi gratkami były bizjety – prywatny Gulfstream i niemiecki Falcon, pierwsze w mojej kolekcji.

Pozdrawiam, Maciek.

Dwudniówka

poniedziałek, Październik 11th, 2010

23 i 24 września, dzień po dniu, korzystając z pięknej pogody i końcówki wakacji, wybrałem się uwiecznić wieczorne UPSy przy ładnym świetle zachodzącego słońca. W końcu teraz, jak dodaję ten wpis, zrobienie zdjęcia wieczornego MD-ka jest już niemożliwe – po 18:00 można pomarzyć o jakimkolwiek świetle.

Korzystając z okazji, że przez kilka dni w użyciu był pas 15, mój wybór, rzecz jasna, padł na komis. Pierwszego dnia udało mi się ustrzelić tego kolosa od frontu, drugiego już niestety przyleciał nieco później i nie załapałem się na dobre światło. Ale wynagrodziło mi to pojawienie się Sagi A310 TC-SGB, prawdopodobnie w jednej z ostatnich wizyt w tym sezonie. Wrażenia po przelocie MD11 kilkanaście metrów nad głową są po prostu niewyobrażalne. Coś niesamowitego. Ale, co by nie zanudzać, przejdę do sedna, czyli do zdjęć. W końcu kilka ciekawych kadrów przeszło do archiwum :)

Pozdrawiam, Maciek.

A342 Qatar

wtorek, Wrzesień 21st, 2010

W niedzielę, 12 września, z Rzymu przyleciał do nas A342 Qatar Amri Flight. Jak to zwykle bywa przy takich wizytach – nikt nie miał pojęcia, kiedy będzie startował. Ktoś ze znajomych puścił poszlakę, że leci dzień później, w poniedziałek, o 14:00.

W poniedziałek koczowałem pod płotem od południa. Dojechał Gryniek, dojechał Kuba Kowalski. Czekaliśmy wspólnie do 15:30, a z kowaliksem nawet do 16:30 – przy Qatarze żadnego, nawet najmniejszego ruchy. Postanowiliśmy dłużej nie czekać, nie było szans, żeby nas tego dnia opuścił. W międzyczasie dostaliśmy info, że start będzie jutro, we wtorek, o 14:30 LT.

Następnego dnia również stawiłem się pod płotem, tym razem już sam, z nadzieją złapania Arbuza – w końcu wersja 200 w dzisiejszych czasach bardzo rzadko się trafia. Pogoda trochę gorsza, niż dzień wcześniej, ale z półgodzinnym opóźnieniem Qatar odleciał. Piękna maszyna! Mam zdjęcie od dzioba, tak jak chciałem. Dodatkowo trafił się C-32 USAF, co prawda ten brzydszy w białym malowaniu i bez wingletów, ale zawsze to coś. W poniedziałek czekając złapałem też Antoniego trzydziestego – mojego pierwszego w kolekcji. Cóż…zapraszam do oglądania :)

Pozdrawiam, Maciek.

CIAF 2010

czwartek, Wrzesień 9th, 2010

W ostatnią sobotę, 4 września, odwiedziłem pokazy CIAF 2010 w czeskim Hradec Kralove. Tradycyjnie już, wyjechaliśmy z Loczkiem i Gryńkiem dnia poprzedniego, w piątek, punkt 20:00 z Warszawy. Tym razem jednak zmierzaliśmy do Konina, żeby tam zostawić samochód i przesiąść się do Waldka (kux) i Andrzeja (Larry). Do Konina dojechaliśmy kilka minut przed północą, za chwilę dołączyli chłopaki i ruszyliśmy w podróż do Wrocławia, gdzie mieli do nas dołączyć Jacek Waszczuk z Bartkiem (bpon2) drugim autem. Pół godzinki przerwy i czekania na resztę ekipy na stacji benzynowej, po czym ruszyliśmy dalej do celu – do Hradec.

Na miejscu byliśmy ~6:00. Zaparkowaliśmy auta, zabraliśmy masę (!) manatków i udaliśmy się na górkę przy płocie lotniska (warto zaznaczyć, że nie wchodziliśmy na teren pokazów; byliśmy poza nim, w strefie lotów – miejscówka upatrzona przez chłopaków rok wcześniej). Pokazy miały rozpocząć się o 11:00, więc mieliśmy jeszcze bite 5 godzin na…no właśnie na co? O tej porze było jeszcze dosyć chłodno, więc opatuliliśmy się kufajkami, kocami – co kto miał, i spokojnie czekaliśmy opowiadając sobie dowcipy, śmiejąc się i rozmawiając. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że przeszkadza nam jedno małe drzewko – będzie centralnie pakować się w kadr. Nie myśląc zbyt długo chłopaki ukręcili je przy samej ziemi, a ‘zwłoki’ wynieśli za drzewa, które były za nami. Nie minęło 5 minut, jak ku nam zaczęła jechać lotniskowa Skoda na kogucie. Zatrzymała się przed nami jakieś 20-30m. Kilku z nas na wszelki wypadek założyło kamizelki, dla spokojności. Najbardziej oscentacyjnie jednak zrobił to Gryniek =P Jakież było nasze przerażenie, gdy ze Skody wyszedł Pan, wyciągnął giwerę i strzelił nabojem pirotechnicznym, który wybuchł dosłownie nas naszymi głowami. W tym momencie Gryniek rzucił krótkie, acz wymowne stwierdzenie: „Panie! Nie w ludzi kur**!”, po czym zdjął kamizelkę w te pędy =D Pan wsiadł z powrotem do Skody, przeturlał się kilkadziesiąt metrów, po czym znowu wysiadł i powtórzył czynność, tym razem jednak nas uprzedzając i strzelając obok nas. Okazało się, że były to ‘straszaki’ na ptaki, żeby odgonić je od terenu lotniska.

Po jakimś czasie podjechał duży Liaz z ekipą rozkładającą ładunki pirotechniczne (do pokazu pozorowanego ataku na lotnisko pary Mi-24, jak się później okazało). Cały czas śledziliśmy wszystkie operacje na lotnisku przy pomocy skanerów. Co i rusz dało się słyszeć ‘Oskar, Charlie’. Doszliśmy do wniosku, że Oskar i Czarli to dwaj faceci, rozkładający ładunki =D Oczywiście w formie żartu…

Ogólnie rzecz ujmując, było to dosyć krótkie 5h, nasycone zabawą, radochą i niespodziankami. Kilka minut przed 11:00 usiadł transportowy An-26 Czeskich Sił Powietrznych, więc zaczęliśmy rozgrzewać aparaty. Pokazy zaczęły się od wspólnego przelotu Mi-24, Mi-17, Gripenów oraz Boeinga 737-400 CSA w asyście dwóch JAS-39. Po nich był wspomniany pokaz pary Mi-24 z efektami pirotechnicznymi, później…a zresztą, co ja będę opowiadał. Wszystko widoczne pięknie jest na zdjęciach poniżej =) Dodam tylko, że byłem mile zaskoczony. Jechałem w zasadzie tylko dla dema MiGa-29 ‘Piksela’ Słowackich Sił Powietrznych, a bardzo przyzwoicie zaprezentowały się jeszcze duński F-16, czeski Gripen w pokazie solo oraz Mi-24 ze smugaczami. Breitlingi również na duży plus, tym bardziej że rozpogodziło się na ich występ. Jedyny minus taki, że mogłaby być lepsza pogoda, ale w porównaniu z tegorocznym ILA i tak było wyśmienicie =) Super ekipa, super wyjazd!

PS. Już są plany na przyszły rok, o wiele bardziej ambitne, ale póki co nie będę zdradzał szczegółów =)

Pozdrawiam, Maciek.

Air Italy po raz ostatni

środa, Wrzesień 1st, 2010

26 sierpnia pojechałem z Sebkiem pod płot uwiecznić ostatnie lądowanie B763 Air Italy wykonującego rejs dla LOTu (LO027 JFK-WAW). Pogoda nie była już tak łaskawa, jak dwa dni wcześniej, ale co nieco uchwycić się udało. Dodatkowym bonusem była wizyta E90 Finnair’a w malowaniu One World i B752 Iceland Express, który co prawda bywa na EPWA 2-3 razy w tygodniu, ale było to moje pierwsze spotkanie z nim. Nie będę się może rozwodził na ten temat, operacje wykonywane na 33, a oto zdjęcia z Palucha:

Pozdrawiam, Maciek.

Rosyjski poranek

piątek, Sierpień 27th, 2010

24 sierpnia wizytowaliśmy rosyjską delegację w Warszawie. Wg informacji, które były podane wcześniej, miała ona przylecieć na pokładzie Ił’a-62. Planowany przylot na godzinę 8:45 LT, toteż ustawiliśmy się z Sebkiem i Michałem na Cargo przed 8. Bardzo dobre warunki do robienia zdjęć, piękne światełko zza pleców świetnie padało na kadłuby lądujących maszyn. W miłej i wesołej atmosferze spędzony poranek, jednak jeden mały szkopuł nieco go popsuł. Otóż, delegacja zamiast na 62-ce przyleciała na Tutce. 15 minut po czasie, widząc na horyzoncie czarną smugę dymu we trzech, jak jeden mąż, rzuciliśmy głośne ‘LECI IŁ!’. Wycelowaliśmy obiektywy w punkt na niebie, szybkie zbliżenie – Tutka… Na początku myśleliśmy, że to może nasza 102 wraca z przeglądu w Samarze, ale jak podleciała bliżej i dało się już zobaczyć malowanie, miny nieco nam zrzedły… Co prawda ta maszyna również jest pewnego rodzaju rarytasem, ale jak się człowiek nastawi na Iła wcześniej, to lekkie rozczarowanie pozostaje. Na pocieszenie fakt, że była to najnowsza z wyprodukowanych Tutek, ostatni świeżutki egzemplarz oblatany 10 kwietnia br. (paradoks?). Czyściutki, nieosmolony kadłub pięknie prezentował się w tym oświetleniu, wyszły naprawdę super zdjęcia. Oczywiście w oczekiwaniu na Tutkę w kadr wpadło kilkanaście innych maszyn, które możecie obejrzeć poniżej (m.in. B752 Sun d’Or). Zapraszam do oglądania :)

PS. D90 jest nieziemski =D

Pozdrawiam, Maciek.

Nowy korpus w stajni

środa, Sierpień 25th, 2010

Stało się to, na co czekałem od czasu kupna 70-300VR, czyli od początku tego roku. Po ponad 3 latach użytkowania D40 przyszedł czas na znalezienie mu godnego następcy. Lepiej chyba nie mogło trafić – do mojej domowej fotograficznej stajni zawitał nowiuśki Nikon D90. Pierwsze wrażenia – rewelacja! Dla kogoś, kto przez tyle czasu cykał najprostszą lustrzanką na rynku, przesiadka na D90 to niczym zamiana Malucha na Mercedesa. Sam wygląd wizualny przyprawia o dreszcze. Duża, solidna, konkretna bryła, która idealnie wpasowuje się w dłoń. To jedna sprawa. Dwie pozostałe, których brak bolał mnie w D40, to duża rozdzielczość przy wykorzystywaniu pełni możliwości matrycy (4200pix, 12.1mln) oraz ISO100 (w D40 najniższe miałem 200). Te 3 kwestie w połączeniu z moim 3-letnim doświadczeniem w spotterce na sprzęcie z niższej półki musiały dać wymierny efekt. Dały…i to aż w nadmiarze. Zaraz sami się o tym przekonacie.

Skoro stałem się posiadaczem D90, to trzeba było go czym prędzej wypróbować. Długo nie musiał na to czekać. Już nazajutrz, 17 sierpnia, postanowiłem sprawdzić go w warunkach bojowych. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć tyle – D90 z połączeniu z 70-300VR, to istna mieszanka wybuchowa! Ale po kolei… Umówiłem się z Sebastianem, że pojedziemy pod płot cyknąć B763 Air Italy (jako LO045 do Toronto). W zasadzie już udało mi się go ściągnąć (patrz poprzedni artykuł), ale chciałem mieć jeszcze choć jedno ujęcie przy dobrej pogodzie. Dodatkowo możliwość przetestowania nowego korpusu… Jako iż operacje tego dnia wykonywane były na 15, nasz wybór padł na ‘krzyżówkę’. Miałem możliwość pojechania autem, toteż nie mogłem zapomnieć drabiny, która, jak się później okazało, przyczyniła się do czegoś historycznego w mojej spotterskiej karierze. Dotarliśmy na miejsce i zaczęły się moje boje z ustawieniami. Jednak korpus korpusowi nierówny i ustawienia, na których jechałem w D40 zupełnie nie sprawdzają się w D90. Na szczęście po kilku Embraerach odnalazłem się w tym wszystkim i foty zaczęły wychodzić. Pocykalim pocykalim, aż tu nagle zmienili konfigurację na 33. Uznaliśmy, że w takim wypadku lepiej przenieść się na Paluch – jakieś przyziemienia się przynajmniej połapie. Drabina okazała się nieoceniona, gdyż pracownicy techniczni trochę zaniedbali koszenie trawy i cykając z ziemi nie dość, że nie było widać przyziemienia, to całe podwozie było zasłonięte! Dlatego też pstrykaliśmy z Sebastianem na zmianę z drabiny. Koło 17:30 z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem do kołowania zebrał się Air Italy i w tym samym momencie (o godzinę za wcześnie, coś ostatnio podejrzane się to zrobiło…) na horyzoncie ukazał się MD-11 UPSa. Zdjęcie z przyziemienia tego ostatniego jest bez dwóch zdań moim najlepszym strzałem w życiu (co okazało się dopiero po zgraniu zdjęć na kompa i obróbce). Zresztą…co ja tu będę dużo gadał – sami oceńcie. Zdjęcia w 1600pix, przy fajnym oświetleniu, o jakości nie wspominając. Miód na me serce… D90 egzamin zdał na 6.

Pozdrawiam, Maciek.

Deszczowo

środa, Sierpień 18th, 2010

Tydzień temu, we wtorek, postanowiłem wybrać się w końcu na B763 Air Italy, który od początku wakacji był na podmiance za niektóre nasze transatlantyki. Bądź co bądź, wypadało choć raz go ustrzelić…

Wyjeżdżając z domu była bezchmurna pogoda, gorąc. Gdy dojeżdżałem na miejsce, nastąpiło oberwanie chmury. Nie żebym narzekał, bo w takich warunkach można ustrzelić fotkę życia…

Cóż…fotkami życia może moich nazwać nie można, choć nie są najgorsze. Kilka fotek poglądowych z tego krótkiego, acz obfitego pobytu pod płotem. Zdjęcia w niskiej rozdzielczości, gdyż tylko w takiej nadają się do publikacji.

Pozdrawiam, Maciek.

15 w użyciu

niedziela, Lipiec 25th, 2010

Ktoś mi kiedyś powiedział, że środa jest najatrakcyjniejszym dniem pod względem różnorodności maszyn na EPWA. Postanowiłem sprawdzić to 21 lipca, w ostatnią środę właśnie. Wychodząc z domu tego upalnego i słonecznego dnia zajrzałem na radar. Jako iż 33 w użyciu, mój wybór padł na faworyzowaną przeze mnie ostatnio miejscówkę w ‘komisie’, przy progu 15. Chciałem porobić sobie trochę startów z pięknym pasem startowym w tle. Wydrukowałem sobie nawet rozkład odlotów na następne kilka godzin. Zapakowałem się w plecak i wyruszyłem.

Wysiadłem z tramwaju dokładnie naprzeciw wejścia do komisu. Od razu szybki ‘check it out’ na pas, czy nic czasem nie startuje – pusto. Przechodzę przez jezdnię i nagle huk silników o mało nie przyprawia mnie o epilepsję. Unoszę głowę i dosłownie kilkadziesiąt metrów nade mną Wizzair na ‘final approach’ na 15. Czyli zmienił się wiatr. Jakoś mało zmartwił mnie ten fakt, tym bardziej że nie miałem jeszcze okazji obserwować podejść na 15. Dochodząc do płotu włączyłem skaner, rozpakowałem manatki i zacząłem wypatrywać świateł na horyzoncie.

W efekcie postałem ze 2h, więcej po prostu nie dałem rady w palącym słońcu. Nawet odpuściłem sobie B763 Air Italy Polska, który miał wykonywać lot do ORD dla LOT za pół godziny i którego nie miałem okazji obserwować w locie. Jakąś mega różnorodnością się ten dzień jednak nie odznaczył, choć jedno mnie niezmiernie ucieszyło – takiego ruchu, jaki był tego dnia jeszcze chyba nie widziałem. W przerwach między lądowaniami 2-3 starty i na odwrót, latałem wzdłuż płotu jak dzika świnia. Owoce fotograficzne z tego dnia możecie obejrzeć poniżej:

Pozdrawiam, Maciek.

Wieczorny spotting

piątek, Lipiec 16th, 2010

12 lipca, godz. 1700. Siedząc sobie spokojnie w domu nagle zachciało mi się podskoczyć na lotnisko, choćby na chwilę. Jak na lato nie jest to jeszcze późna pora, a i może w końcu uda mi się to, co planowałem od długich miesięcy – fotki w zachodzącym słońcu. Zebrałem manatki i za chwilę byłem już w komunikacji.

Jako, iż 11/29 jest w remoncie i już od dłuższego czasu utrzymuje się w miarę stały wiatr, operacje znowu były wykonywane na 33. Dlatego też wybrałem komis (słoneczko w plecki), w którym pojawiłem się po godzinie z hakiem. W zasadzie po pierwszych zdjęciach startujących maszyn nie da się poznać, że były one robione pod wieczór – światło jeszcze jak w środku dnia. Za to z czasem zaczęła się impreza :) Z maszyny na maszynę przeżywałem coraz to większe podniecenie przeglądając foty na małym ekraniku LCD w moim aparacie. Punkt 2000 Pan z ochorony komisu grzecznie mnie wyprosił z terenu, bo zamykali bramę. W związku z takim obrotem spraw, stanąłem zaraz za bramą, na chodniku przy Al. Krakowskiej. Co prawda przetruchtałem się kawałek,  żeby mieć ujęcia bardziej z boku. Cóż mogę dodać…zawinąłem się stamtąd grubo po godzinie 2100, w zasadzie to już bliżej 2200, gdy słońce zaszło za horyzont i było stanowczo za ciemno na zrobienie choćby jednego nieporuszonego zdjęcia. Bardzo miło pożegnał mnie Travel Service późnym oderwaniem, dzięki czemu miałem wyśmienitą okazję do super strzałów. Po nim zawinąłem się na przystanek, wsiadłem do tramwaju i z ostatnim spojrzeniem na pięknie oświetlone 15/33 odjechałem.

Tradycyjnie już, podsumowując, choć tym razem krótko – to są moje najlepsze zdjęcia pod względem klimatu, jakie zrobiłem w swojej 3-letniej ‘karierze’ spotterskiej. Zdjęcia postaram się ustawić w dokładnej kolejności, cobyście mieli możliwość zaobserwowania tego zachodzącego słońca.

Pozdrawiam, Maciek.